Zamknij
REKLAMA

Co czytali nasi dziadkowie? O niecodziennej pamiątce z Rękawczyna

04:08, 03.04.2021 | A.M
REKLAMA

 

Piotr Dąbkowski był przez wiele lat kowalem w Rękawczynie. Lubił czytać. Pozostawił po sobie dwa roczniki „Gazety Świątecznej” (1911-1912). O niecodziennej pamiątce opowiedziała nam Teresa Smolińska.

 

„Gazeta Świąteczna” ukazywała się w każdą niedzielę od 1881 aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Była najpopularniejszym tygodnikiem czytanym na wsi. Zdecydowanie różniła się od dzisiejszej prasy, pełnej kolorowych zdjęć i krzykliwych tytułów. Były w niej wiadomości z kraju i ze świata, a także informacje o drobnych wydarzeniach z małych miejscowości. Nie brakowało też porad.

Kowal z Rękawczyna

Piotr Dąbkowski był kowalem w Rękawczynie. Miał żonę i troje dzieci Helenę, Adama i Kazimierza.

- Ludzie go lubili i darzyli zaufaniem. Wyznaczał, kto będzie na warcie wioskowej w nocy. Był bardzo pobożny. Postawił krzyż w wiosce, przy którym w maju spotykali się mieszkańcy, by odmówić modlitwy i wspólnie śpiewać. Jeździł też z księżmi na odpusty i do innych parafii, gdy miał przyjechać biskup. Mamy jego stare zdjęcia z tych spotkań – opowiadała wnuczka Teresa Smolińska.

fot. archiwum rodzinne, trzeci od lewej na górze Piotr Dąbkowski

Jedną z pasji pana Piotra było czytanie. Kupował lub dostawał od księży „Gazetę Świąteczną”.

- Nie wyrzucał jej, tylko odkładał. Mamy dwa roczniki z 1911 i 1912 roku. Nie są niestety kompletne. Lata zrobiły swoje, jednak nadal można je przeczytać – powiedziała pani Teresa.

 

Od Titanica po zołzy

„Gazeta Świąteczna” dostarczała mieszkańcom wsi wielu informacji - tych z wielkiego świata i tych z małych wsi.

„Okręt rozbił się o pływającą na morzu górę lodu i poszedł do dna jak kamień, a dno morskie w tem miejscu jest około dwóch wiorst głęboko. Wraz z okrętem zginęło aż 1665 osób, a tylko 705 zdołało ocalić się od śmierci na łodziach ratunkowych” - to fragment artykułu o zatonięciu w 1912 roku Titanica.

W tygodniku było też wiele wiadomości przesyłanych przez mieszkańców wsi.

„Z pod Brześcia Kujawskiego piszą do nas: Wiosna w tym roku wcześnie do nas zawitała. W drugiej połowie marca wzięliśmy się do siewu grochu, owsa, jęczmienia i wyki; ale od Zwiastowania Najśw. M. Panny powróciło znów zimno, wiatr, a nawet przymrozki 5 do 10 stopniowe, i dopiero 14-go kwietnia doczekaliśmy się znów ciepła. W wielką niedzielę był taki wicher, że poprzewracał płoty, stodoły i obory.

Nie brakowało opowieści z życia. Były też porady.

„Zołzy są chorobą zaraźliwą. Chorują na nią konie w każdym wieku, ale starszym nie daje się ona tak we znaki, jak młodszym; najciężej zaś chorują na zołzy konie w wieku do lat pięciu. Zołzów lekceważyć niemożna, bo zdarza się, że konie nieratowane, lub ratowane nieumiejętnie, szczególnie młode – pomiędzy drugim a piątym rokiem życia, zdychają na zołzy”.

Gazeta Świąteczna, z pietyzmem przechowywana w rodzinie Piotra Dąbkowskiego, prezentuje, w jaki sposób żyli ludzie na początku XX wieku. Warto sięgać po stare roczniki gazet (chociażby tu https://crispa.uw.edu.pl/objects/search?searchValue=Gazeta%20%C5%9Awi%C4%85teczna%20192%20no16) i poczytać o życiu sprzed wieku.

 

Książka kucharska

W rodzinie pani Teresy nie tylko stare roczniki „Gazety Świątecznej” są przechowywane, ale też książka kucharska. Nie ma już okładki, nie wiadomo, jaki miała tytuł, ani kto był autorem. Z jej przepisów nadal korzysta gospodyni z Rękawczyna, chociażby przygotowując na święta wielkanocne roladę jajeczną.

 

(A.M)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%