Zamknij
REKLAMA

Świat bez nauczycieli

22.56, 22.10.2022 . Aktualizacja: 22.56, 22.10.2022
Skomentuj zdjęcie ilustracyjne, fot. pixabay
REKLAMA

 

Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia nauczyciele odchodzą z zawodu. Stwierdzają, że nauczanie im się nie kalkuluje, są wypaleni, mają już dość leniwych uczniów, roszczeniowych rodziców. Nagle wszyscy dostali uczulenia na pracę i każdy dzień wywołuje u nich coraz bardziej bolesne objawy chorobowe. I nikt na ich miejsce by nie przyszedł. No żeby było bardziej realistycznie, kilku odszczepieńców by się gdzieniegdzie uchowało. Ale byłaby to tak nieliczna grupa, że nawet nie warto wspominać.

Pierwszy wybuch radości można by zauważyć w gronie tych, którzy dotychczas sześć-siedem godzin spędzali w szkołach, a kolejne nad ślęczeniem przy lekcjach. Żadnej nauki zdalnej. Normalnie można siedzieć w domu i zajmować się innymi, ciekawszymi rzeczami, bardziej przydatnymi. Wreszcie zapanowałyby wieczne wakacje. Samorządy odetchnęłyby z ulgą. Zamiast krocie wydawać na oświatę, można by te pieniądze spożytkować na inwestycje, przede wszystkim drogi. Ministerstwo Edukacji i Nauki szybko by zapewne przekwalifikowano na jakieś inne, bo z pracy odeszliby nauczyciele, a nie ludzie zajmujący się ich obsługą, układaniem programów i innych ważnych wytycznych.

W społeczeństwie obudziłby się zapewne duch niezadowolenia. Szczególnie protestowaliby rodzice najmłodszych, bo co z nimi mają zrobić, gdy są w pracy. Być może ruszyłaby opieka wzajemna, babcie i dziadkowie musieliby zrezygnować z wycieczek, udziału w zajęciach dla seniorów, może znów zaprzęgnięto by do opieki starsze rodzeństwo.

Rodzice starszych dzieciaków z pewnego rodzaju satysfakcją powitaliby brak prac domowych, nad którymi spędzali długie jesienne i zimowe wieczory, koniec byłby wożenia na te wszystkie dodatkowe zajęcia, korepetycje. Niektórzy zapewne próbowaliby wprowadzić rygor i naukę w domu, ale z drugiej strony - po co komu znać twierdzenie Talesa, wiedzieć kiedy był pierwszy rozbiór Polski, gdzie leży Andora, jak wygląda układ pokarmowy stułbi i jak pisze się słowo „nieuk”. Poza tym przecież istnieje internet, a kto jak kto, ale młode pokolenie umie z niego korzystać.

Po jakimś czasie od tajemniczej choroby nauczycieli powstałby zapewne problem, co z tą młodzieżą zrobić. Można by do pracy ich wysłać. Taki dwunastolatek spokojnie mógłby ten towar na półkach w sklepach rozkładać, czy inne nieskomplikowane czynności wykonywać. Może wróciłyby do łask cechy z mistrzami, czeladnikami i uczniami. Wyobrażam sobie, jak np. znana influencerka (dla niewtajemniczonych kobieta aktywnie działająca w mediach społecznościowych, pokazująca swoje życie, mająca dużo fanów i reklamująca przy okazji rozmaite produkty) ma uczennice, za ich naukę rodzice płacą krocie, a one na każde żądanie sprawdzają, czy jakiś zbędny pyłek nie znajduje się w kadrze.

Ciekawe, jak zmieniłoby się nasze życie. Czy ktoś budowałby mosty, leczył, odkrywałby nowe technologie? Czy taki system sprawiłby, że cofnęlibyśmy się do epoki sprzed prądu, a może wręcz przeciwnie, trudności by uskrzydliły ludzi?

W każdym razie wolałabym, aby nauczycieli nie dotykała żadna straszna choroba, która by ich gremialnie z zawodu wyłączyła. Niech mają siłę, niech kształcą się, jak najlepiej i najefektywniej uczyć, niech ci, którzy odpowiedzialni są za układanie podstaw programowych, zrozumieją, co w nich jest niezbędne, a bez czego można się obejść. Niech poczują się mistrzami dla swoich uczniów, będą doceniani i nie martwią się finansowymi problemami. Wizja świata bez nauczycieli zdecydowanie mi nie odpowiada.

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%