Zamknij
REKLAMA

Można się zmęczyć nic nie robiąc

23.05, 07.09.2022 .
Skomentuj zdjęcie ilustracyjne, fot. pixabay
REKLAMA

Pomyślałam sobie, że zatem najwyższy czas spełnić jedno ze swoich marzeń, czyli spróbować jak to jest nic nie robić, ale tak kompletnie nic, poza oczywiście zaspakajaniem podstawowych czynności życiowych, typu oddychanie, jedzenie, polowanie na jedzenie (znaczy się wyprawa do sklepu po żywność), spanie. Eksperyment miał trwać całą dobę. Jak szaleć, to szaleć. Tak mi się przynajmniej wydawało. Dzień jawił się przepięknie. Wyspać się do woli, nigdzie nie spieszyć, powoli przeżuwać zdobyte pożywienie, popijać w cieniu kawę, żadnych telefonów, e-maili, dobra książka. Pierwsze punkty programu spokojnie sobie odhaczałam. Kiedy jednak sięgnęłam po lekturę, uświadomiłam sobie, że czytanie nie należy do zaspakajania podstawowych czynności życiowych. Tzn. u większości ludzi tak jest i chociaż oczywiście nie zgadzam się z tym, to jednak dzień miał polegać na nicnierobieniu. Z niechęcią odłożyłam książkę (nową, jeszcze pachnącą drukarnią oraz tajemnicą, kim są bohaterowie i co im się przydarzyło). I stanęłam przed dylematem, co robić dalej. Komputer odpadał, telewizja i telefon też, ćwiczenia odpadały i sprzątanie, nawet spacer był niewskazany. Środek dnia, spać mi się nie chciało, jedzenie zostało już zdobyte i głód zaspokojony. Nigdy nawet nie przypuszczałam, że takie nicnierobienie może męczyć. W ciągłej gonitwie, realizacji kolejnych zadań, dążeniu do celów sama idea „poleżenia do góry brzuchem” jawiła mi się jak cudowny Graal, niebotyczne marzenie. A tu się okazuje, że to strasznie męczące jest. Wtedy przyszło mi do głowy, że może jednak jestem pracoholikiem, który nie umie odpoczywać. Chociaż oczywiście szybko odsunęłam tę myśl, bo wystarczyłaby przecież książka i mogłabym…

Człowiek pozostawiony wyłącznie na pastwę swoich myśli zaczyna mocno kombinować i zdaje sobie sprawę, jak dużo rzeczy przelatuje mu przez głowę. Zaczęłam całkiem zwyczajnie od układania listy tego, co zrobię, jak już skończę z nicnierobieniem. Czułam się tak naładowana energią, że byłam się gotowa zerwać, skończyć eksperyment i wziąć do pracy, więc zaczęłam odpychać te myśli. Znaczy się próbowałam. Kiedyś czytałam, że na tym polega medytacja, na pozbywaniu się kolejnych wizji. Bardzo męcząca sprawa, jeśli wcześniej się tego nie robiło. Człowiek myśli w zasadzie non stop i próbuje zawsze się na czymś zawiesić. Jak nie na liście zadań, to na marzeniach albo na próbach obejścia własnych zakazów, bo skoro zdobywanie pożywienia jest niezbędne do życia, to zdobywanie pieniędzy na to pożywienie też, a w związku z tym mogę spokojnie usiąść do komputera i napisać coś… Im dłużej zostaje się z samym sobą, tym bardziej dziwne teorie przychodzą do głowy - od tego, jak wytłumaczyć, że z Sierpca do Gdyni nie trzeba jechać przez Płock, po styczne do grawitacji, które mogłyby ułatwić ludziom przemieszczenie się na znaczne odległości, przez potrzeby używania tradycyjnych środków lokomocji. Po kilku wiekach, próbach przybrania wygodniejszych pozycji leżenia lub siedzenia, byciu blisko opracowania morderstwa doskonałego, odnalezienia w pamięci przepisu na ciasto z porzeczkami, przypomniałam sobie, że umówiłam się na spotkania. Ze spokojem zatem mogłam zakończyć dzień nicnierobienia i w końcu znów zacząć żyć. Osobiście polecam spróbować obu opcji.

(.)

redaktor naczelna Ekstra Sierpc Wiadomości Lokalne, mol książkowy, wegetarianka, kocha prokrastynację, od lat związana z TKKF ,,Kubuś", okazjonalnie miłośniczka gotowania i pieczenia, albo gdzieś biegnie, albo pisze

Anna Matuszewska

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%