Zamknij
REKLAMA

Być dorosłym

10:07, 16.06.2022 | .
Skomentuj zdjęcie ilustracyjne, fot. pixabay
REKLAMA

 

Kiedy człowiek staje się dorosły? Według prawa, jak skończy osiemnaście lat. Są tacy, którzy twierdzą, że jak zda maturę, pójdzie do pracy lub zacznie żyć na własny rachunek. Psycholog Robert Taibbi twierdzi, że dorosłym zostaje się wtedy, kiedy opanuje się osiem podstawowych umiejętności, czyli: panowania nad emocjami, umiejętności konfrontacji z innymi, przyznawania się do błędów, do tego dorośli są uczciwi, proszą o pomoc i wsparcie, są proaktywni, ustalają priorytety i wartości, a potem trzymają się ich. Pięknie brzmi. Nawet bardzo pięknie. Teraz rozumiem, dlaczego tak mało jest dorosłych na Ziemi.

Uczymy się o budowie układu pokarmowego stułbi, a nie jak panować nad emocjami. Wiemy, że tangensem kąta ostrego α nazywamy stosunek długości przyprostokątnej leżącej naprzeciw kąta α do długości przyprostokątnej leżącej przy kącie α, a marne pojęcie mamy o tym, jak reagować w sytuacjach, gdy ktoś wyładowuje na nas swoją złość, równocześnie zachowując spokój i nie uciekając przed konfrontacją. Dlaczego tak mało poświęca się czasu na naukę, że błędy popełniają wszyscy? Nawet Einstein, który doszedł m.in. do mylnego wniosku dotyczącego niemożliwości zaobserwowania soczewkowania grawitacyjnego. Jest co prawda metoda, żeby błędów nie popełniać. Szalenie skomplikowana. Nie robić kompletnie nic. Leżeć i patrzeć w sufit. Komentować działań innych też nie można, bo istnieje ryzyko pomyłki, np. gramatycznej. Myśleć, że sufit jest krzywy, też nie wolno - może się okazać, że wzrok nas myli. Jeszcze dłuższej nauki wymaga, by umieć się do popełnionego błędu przyznać i nie dać się przy okazji ukamienować przez tych, którzy kochają piętnować innych. Równie trudno zmienić coś w sobie, co spowoduje, że błąd przestanie występować.

Według teorii wspomnianego Roberta Taibbi bycie dorosłym to też branie spraw w swoje ręce. Nie czekanie, aż jakoś się ułoży, wyjaśni, aż ktoś zadecyduje. Tylko decydowanie o tym, jak ma wyglądać nasze życie. Brzmi jak większość motywacyjnych instrukcji, których za duże pieniądze udzielają wszyscy trenerzy personalni. Niby wszyscy wiemy, że powinniśmy, ale jakoś łatwiej nam się żyje, gdy spokojnie możemy sobie zwalić winę na innych - bo rodzice chcieli, żebym był prawnikiem, a ja nie chciałem, żona kazała mi chodzić po górach i przez to złamałem sobie nogę… A skoro już nie chcemy (no dobrze - nie możemy z przyczyn obiektywnych, czyli przez rodziców, żonę, dzieci i krasnoludki — te ostatnie to ponoć bardzo złośliwe są) być tymi proaktywnymi, to po co nam ustalanie jeszcze priorytetów i wartości, o trzymaniu się ich to już nawet nie wspominam.

Długo się zastanawiałam nad punktem o uczciwości. Już jako dzieci uczymy się, że uczciwość nie popłaca. Skłamał — uniknął kary, ściągał na klasówce — dostał lepszą ocenę, krzyczał głośniej — otrzymał, co chciał, obrazek na konkurs namalowała mu mama — wygrał pierwszą nagrodę. Skoro tak żyje się łatwiej, to po co być uczciwym. Przyzwyczajamy się do drobnych odstępstw, usprawiedliwiamy przed sobą, a potem już samo idzie.

Patrząc na te raptem osiem punktów, ilu z nas może powiedzieć, że spełniło wszystkie kryteria i jest już dorosła? Może to jakieś nierealne założenia, a może czas poprosić o pomoc, pomyśleć o korepetycjach, czy po prostu samemu na siebie spojrzeć z innej perspektywy...

(.)

redaktor naczelna Ekstra Sierpc Wiadomości Lokalne, mol książkowy, wegetarianka, kocha prokrastynację, od lat związana z TKKF ,,Kubuś", okazjonalnie miłośniczka gotowania i pieczenia, albo gdzieś biegnie, albo pisze

Anna Matuszewska

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%