Zamknij
REKLAMA

Ostatnie pożegnanie Sławomira Tyndorfa

18:35, 10.07.2020 | A.M
Skomentuj
REKLAMA

 

 

W środę, 8 lipca, odbył się pogrzeb Sławomira Tyndorfa. Pożegnali go najbliżsi, koledzy, znajomi, ci, których zwierzęta leczył przez wiele lat oraz ci, którzy zasiadali z nim przy zielonym stoliku. Poniżej publikujemy wspomnienia przygotowane przez rodzinę.

 

Gdybyśmy w kilku słowach chcieli opisać kim był Sławomir Tyndorf, na pewno musielibyśmy stwierdzić, że był sierpczaninem, weterynarzem, brydżystą, mężem, ojcem, dziadkiem, przyjacielem i wspaniałym człowiekiem.

 

Sierpczanin

Kochał to miasto i nie wyobrażał sobie życia poza nim. Tu mieszkali jego rodzice, jego rodzeństwo - Krystyna, Elżbieta, Tomasz i Zbigniew z rodzinami, przyjaciele dzielący jego pasję do brydża. Tutaj znajdowała się jego lecznica dla zwierząt, którą stworzył i całe życie doskonalił. Tutaj przybywali do niego rolnicy i hodowcy z Sierpca i okolic ze swoimi chorymi zwierzętami, szukając pomocy w przypadkach beznadziejnych, w których tylko on umiał udzielić pomocy. Tutaj hodował swoje gołębie pocztowe i ozdobne, na które w tajemnicy przed światem i żoną wydawał pokaźne sumy, wygrywane w brydża. W Sierpcu znał wszystkich i wszyscy znali jego. Tu był jego dom i ludzie, których kochał.

 

Weterynarz

Wybitny lekarz weterynarii z powołaniem, który od dziecka kochał zwierzęta, nie w powierzchowny sposób - na pokaz, a w prawdziwy, praktyczny, wynikający z jego wielkiej wrażliwości. Zawsze niósł im pomoc i szczerze nie znosił ludzi zadających im cierpienie, co powodowało, że nierzadko w obcesowy sposób takich ludzi traktował. Prawie 10 lat przepracował w Państwowej Lecznicy dla Zwierząt, aby na początku lat dziewięćdziesiątych sprywatyzować ją i uczynić z niej świetnie prosperującą, największą Prywatną Lecznicę w Sierpcu i okolicach. Zawsze w terenie, zawsze dbający o sprawy rolników, nigdy nie odmawiał wyjazdu do chorego zwierzęcia, bez względu na porę dnia czy nocy.

Przez ponad 60 lat czynnej pracy zawodowej wykształcił kilkunastu świetnych weterynarzy, dzieląc się z nimi zawsze bezinteresownie swoją wiedzą, doświadczeniem, dbając o nich i o ich życie osobiste i zawodowe.

Wierzył w ludzi, ich rozsądek i odpowiedzialność. Jako dobry mentor nie chciał, aby jego uczniowie pracowali dla niego, lecz z nim, dlatego w swej hojności czynił ich udziałowcami swojej spółki, którą bardzo sprawnie zarządzał aż do przejścia na zasłużoną emeryturę.

 

Brydżysta

Wyjątkowo uzdolniony zawodnik, który przez całe swoje dorosłe życie doskonalił się w grze w brydża. Zdobywca ogromnej liczby nagród w setkach turniejów wszelakiej rangi, od krajowych po towarzyskie. Regularnie, co najmniej dwa razy w tygodniu po 5-6 godzin spędzał ze swoimi przyjaciółmi, aby grać w brydża, ale również zwyczajnie spędzać z nimi czas, dzieląc radości i troski życia. Przyjaciele Sławomira byli z nim do końca, wpadając na sesje brydżowe, nawet kiedy zdrowie nie pozwalało mu już opuszczać domu. Jestem pewien, że dzisiaj zasiada tam, przy niebiańskim stole do brydża, z Włodzimierzem Szelembaumem, Wojciechem Wilkowskim i Krzysztofem Adamskim i rozgrywają partię brydża na najwyższym możliwym poziomie.

 

Mąż

Kilkanaście dni temu Sławomir Tyndorf i jego ukochana żona Halina obchodzili 60. rocznicę ślubu. Przez te 60 lat byli dla siebie zawsze kochającymi się, najlepszymi przyjaciółmi, powiernikami, a ich wzajemna lojalność nie miała sobie równych. Od czasów studiów, na których się poznali, opiekowali się sobą wzajemnie i nie zawodzili, zarówno w tych dobrych, jak i smutnych chwilach. To ukochana żona sprawiła, że najtrudniejszy czas choroby, który poprzedził śmierć, spędził godnie, w domu, mając najlepszą możliwą opiekę i czułość do ostatniej chwili.

 

Ojciec i dziadek

Oddany, kochający ojciec córki Krystyny, która urodziła się z ciężką chorobą genetyczną oraz syna Wojciecha. Wychowanie niepełnosprawnego dziecka jest wyzwaniem trudniejszym niż można to sobie wyobrazić. Wielu rodziców, a zwłaszcza mężczyzn, nie wytrzymuje takiej próby, uciekając i zakładając nowe, „zdrowe” rodziny. Jednak nie Sławomir - on za wszystkie deficyty zdrowia odpłacał córce podwójnie miłością, czułością i troskliwą opieką, aż do jej śmierci w 2007 roku.

Dla syna Wojciecha był wzorem, autorytetem i przyjacielem, najbliższą osobą, która dawała synowi wszystko: miłość, opiekę i dumę z posiadania takiego ojca. Sławomir nigdy nieproszony nie ingerował w dorosłe życie syna, ale był zawsze przy Wojciechu, gdy ten potrzebował pomocy.

Sławomir był bardzo dumny ze swojej synowej Marty oraz wnuków Marka i Jacka. Kochał ich z wzajemnością i żył na bieżąco ich sukcesami i porażkami. Z wielkim zaangażowaniem uczył chłopców gry w karty, co wszystkim trzem sprawiało ogromną przyjemność.

 

Człowiek

Był człowiekiem bardzo bezpośrednim i uczciwym. Nigdy nie owijał w bawełnę i mówił ludziom prawdę w oczy, nawet jeśli nie budziło to ich zachwytu. Ta szczerość i poczucie sprawiedliwości nie zawsze przynosiły mu doraźne korzyści, ale dzięki tym cechom pozostał do końca szanowanym i lubianym człowiekiem honoru, na którego słowie można było polegać. Choć stanowczy, nigdy nie zamykał się na innych i ich poglądy. Zawsze ciepły, troskliwy i opiekuńczy. Choć w swej hojności przez całe życie wspierał finansowo wielu ludzi w potrzebie, nigdy się z tym nie obnosił. Z jednej strony bycie prawdziwym twardzielem, z drugiej osobą wyjątkowo wrażliwą czyniło z niego postać bardzo wyrazistą i wyjątkową, której bardzo nam wszystkim będzie brakowało.

 

Pożegnanie

Zmarły Sławomir Tyndorf żegna żonę Halinę, syna Wojciecha z żoną Martą, wnuki Marka i Jacka, siostrę Krystynę z mężem Jerzym i całą rodziną Listkowskich, Szymańskich i Wrześniewskich, brata Zbigniewa z żoną Izabelą i brata Tomasza z żoną Bożeną i całą rodziną Tyndorfów, rodzinę Wiśniewskich, Beatę Celuch.

Macieja Wilkowskiego, Andrzeja Sołtysiaka, Bogdana Kotarskiego, Grzegorza Góreckiego z rodzinami, Ewę Chojnacką i Rafała Wiśniewskiego z rodzinami, Sławomira Orłowskiego z rodziną, Sławomira Łojka i Beatę Twardowską z rodzinami.

Rodziny Maciuszonków, Wasilewskich, Sobierajskich, Sroków, Wojtasów, Faranów, Rajskich, Opolskich, Grodzickich, Pijankowskich, Peszyńskich, Nowakowskich, Adamskich, Ziółkowskich, Połciów, Kalinowskich, Sroślaków, Towarków, Koziorowskich, kolegów, członków Ogniska TKKF Kubuś, sąsiadów i znajomych.

 

Podziękowania

Żona i syn zmarłego chcieliby szczególnie podziękować świetnym lekarzom Panu Doktorowi Sławomirowi Łojkowi i Pani Doktor Beacie Twardowskiej za nadzwyczajne zaangażowanie w wieloletnią walkę o zdrowie i komfort życia Sławomira. Byli zawsze przy nim, kiedy tego potrzebował i zrobili wszystko, co można było zrobić.

Równie szczególne podziękowania należą się rodzinie Listkowskich za wsparcie w tych trudnych chwilach, a zwłaszcza Oli, która troskliwie zajmowała się świętej pamięci Sławomirem w czasie choroby i dla którego zawsze byłą bratnią duszą.

Rodzina składa także podziękowania wszystkim, którzy towarzyszyli w ostatniej drodze Sławomirowi Tyndorfowi.

(A.M)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA