Zamknij
REKLAMA

Wielkanocne świętowanie w skansenie

20:56, 18.04.2022 | .
Skomentuj
REKLAMA

 

 

Jedni mówią na to walatka, inni kumkanie, jeszcze w innych rejonach to wybijanka — nazwy są różne. Chodzi o jedną zabawę, czyli wielką wojnę na pisanki. Chętnych do jej stoczenia przed domem sołtysa w skansenowskiej wsi w Sierpcu nie brakowało.

 

I znów można było w poniedziałek wielkanocny przyjść na spacer po dawnej mazowieckiej wsi, zobaczyć, jak nasi dziadkowie obchodzili największe chrześcijańskie święto — Zmartwychwstanie Chrystusa.

 

Przywołane wspomnienia

Wyprawę warto było zacząć od drewnianego kościółka, gdzie grobu Pańskiego strzegli strażacy. A później przejść się po chatach i dworkach, by poczuć radość z przygotowań świątecznych, oczekiwania na zakończenie postu, posłuchać i przyjrzeć się, jak malowano pisanki, przygotowano święconkę, zobaczyć, jak wyglądały świąteczne stoły w bogatszych i biedniejszych chałupach.

— Nie spodziewałam się, że będą w skansenie. Kiedyś przecież były w każdej chałupie. Wielkanocne pająki uczyła mnie kiedyś robić babcia. Myślałam, że już nikt nie pamięta o takich rzeczach. Ich robienie zaczynało się podczas żniw, a właściwie to nawet chwilę przed nimi, trzeba było zebrać odpowiednio twardą słomę, którą później suszyło się, ale nie mogła być zbyt wyschnięta. Dwanaście takiej samej długości słomek potrzeba było, żeby zrobić klasycznego pająka, do tego gruby kordonek i oczywiście ozdoby z bibuły lub kolorowego papieru. Ciekawe, czy jeszcze bym potrafiła sama wykonać takie cudo. Może w przyszłym roku spróbuję. Dużo piękniej wyglądają niż te wszechobecne dziś chińskie kurczaki lub zające — stwierdziła jedna z turystek.

 

Żeby głowa nie bolała

Jednym z ciekawych zwyczajów na Mazowszu płockim było chodzenie po tzw. „wykupie”. Już wieczorem w niedzielę wielkanocną młodzi mężczyźni podchodzili pod okna i śpiewali humorystyczne przyśpiewki dyngusowe. Gospodynie dawały im świąteczne jadło, a czasem i mocniejsze trunki. Po wykupie chodzili też młodzi chłopcy, ciągnąc na wózku „kogutka”, a i pannom też nie zabraniano obchodzenia po wsi. Na tę okazję stroiły zieloną gałąź sosny albo świerku, ozdabiając ją barwnymi wstążkami, zdobionymi wydmuszkami jajek, jabłkami czy koralikami. Wszystkich trzeba było poczęstować czymś smacznym.

Poniedziałek wielkanocny to czas zabaw i wielu ciekawych obrzędów. Najważniejszym jest polewanie wodą. W zagrodzie młynarza można było z dyngusowej sikawki „postrzelać” do tarcz. Wodę nabierało się z drewnianego koryta. Niektórzy moczyli przy okazji rodzinę i znajomych, jak to w lany poniedziałek każe tradycja. Żeby głowa nie bolała, trzeba było koniecznie na stojąco pobujać się na specjalnej huśtawce wielkanocnej zwanej wozawką. W Sierpcu też była możliwość takiego sposobu „zapobiegania” migrenom. Nie brakowało również zabaw dla dzieci i dorosłych. Gra w kręga, chodzenie na szczudłach, toczenie obręczy i fajerek, wielka walka na pisanki — tak spędzali czas wielkanocny nasi przodkowie, a my dzięki pracownikom Muzeum Wsi Mazowieckiej też mogliśmy pobawić się na dworze i poczuć radość z bycia razem.

 

Wiosna już przyszła

Wiosna na dobre już zawitała na naszej ziemi. W skansenowskich ogródkach pojawiły się już pierwsze kwiaty, zasiano nasiona warzyw, pełną parą idą prace na polach. W parku obok dworku zakwitły już forsycje i magnolie. W każdym miejscu słychać śpiew ptaków. Jedną z atrakcji był łabędź, który usiadł na Sierpienicy. To młody ptak, który dopiero zmienia swoje upierzenie na białe.

Muzeum już zaprasza na Wielką Majówkę. 1 i 3 maja zwiedzający będą mogli wziąć udział w konkursie kulinarnym, spotkaniu z tradycją łowiecką, koncertach folklorystycznych, kiermaszach produktów regionalnych i rękodzieła, a także pokazach prac wiejskich związanych z okresem wiosennym.

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%