Zamknij
REKLAMA

Boże Narodzenie na Mazowszu

06:54, 24.12.2021 | .Justyna Cieszyńska, Ewa D. Rutkowska, Danuta Krześniak, Robert Rumiński
Skomentuj
REKLAMA

 

 

Czy w polskich domach zawsze były strojone choinki? Czego nie można było robić w Wigilię? Z jakiego powodu pszczelarze po powrocie z pasterki pukali w ule? Dlaczego jadło się rosół wołowy pierwszego dnia świąt? Jakie były najważniejsze obyczaje i obrzędy świąteczne, które praktykowano na przełomie XIX i XX wieku, można się dowiedzieć, zaglądając na wystawę w sierpeckim skansenie.

 

Boże Narodzenie to rodzinne i niezwykłe święta. Kojarzą się nam z choinką, zapachem pierników, barszczem i pierogami. Ich bogata obrzędowość i pełna ciepła atmosfera zachwyca po dziś dzień.

 

Świerkowe gałązki

Tradycja związana z przyozdabianiem pomieszczeń w domach, nie tylko polskich, istniała dużo wcześniej niż ubieranie świątecznej choinki. Pojawiła się najpierw u mieszczan, aby dopiero w połowie XX wieku dotrzeć na wieś, do chłopskich chat. Na tak późne przyjęcie choinki pod strzechy mogło mieć wpływ to, iż na święta Bożego Narodzenia ściany w chałupach wiejskich były przyozdabiane gałązkami świerkowymi. Oprócz nich stawiano w rogu izby snop zboża, który miał sprzyjać urodzajom w kolejnym roku. W izbie pojawiało się też siano i dekoracje ze słomy. Choinkę, którą ustawiano i dekorowano, przywożono z lasu. Ozdoby na nią były wykonywane własnoręcznie przez dzieci i młode dziewczyny. Na drzewku zawieszano również pierniki, orzechy czy cukierki. Nie zapominano o światach wykonywanych z opłatka, które wcześniej zdobiły snopy siana. Przystrojenie choinki miało sprowadzić do domu i zagrody szczęście i urodzaj.

 

Wigilijne nakazy i zakazy

W kulturze ludowej w Wigilię zaczynał się okres świąteczny, nazywany godami. Trwał do święta Trzech Króli. Zachowanie się domowników w dzień wigilijny już od samego rana podporządkowane było różnym nakazom i zakazom. Trzeba było wcześnie wstać i nie wylegiwać się, aby w ciągu następnego roku nie być leniwym i ospałym. Uważano, żeby się nie kłócić i nie próżnować. Dzieci nie mogły niczego „przeskrobać”, bo lanie i płacz w tym dniu zapowiadały to samo w roku przyszłym. Panowało powszechne przekonanie, że w tym dniu domostwo odwiedzają duchy bliskich zmarłych, dlatego też starano się jak najmniej używać ostrych narzędzi i nie wymachiwać nimi, żeby nie skaleczyć ducha. Podobnie, przed zajęciem miejsca na stołku czy ławie dmuchano na siedzisko, aby nie przygnieść ducha. Do niedawna na wsiach w wigilię Bożego Narodzenia ludzie niechętnie pożyczali sobie cokolwiek i uważali, żeby samemu nie pożyczać. Odwiedziny sąsiadek były niepożądane – mogły sprowadzić nieszczęście. Jeśli już wpuszczano sąsiadkę do izby, to gospodyni natychmiast podsuwała jej stołek. Nawet jeśli sąsiadka przyszła tylko na chwilę, musiała usiąść i trochę posiedzieć – inaczej kury gospodyni nie chciałyby wysiadywać kurcząt. Dawni mieszkańcy wsi wierzyli, że włożenie kawałka ostrego żelaza, najczęściej fragmentu pługa lub radła pod stół, odstraszy krety i nie będą one niszczyły roli w kolejnym roku. Gdzieniegdzie gospodarz obwiązywał nogi stołu wigilijnego łańcuchem, żeby chleb się domu trzymał. Urodzaj na przyszły rok zapewnić miał stojący podczas wieczerzy w rogu izby snop zboża.

 

Pierwsza gwiazdka

Wieczerza najczęściej rozpoczynała się po zachodzie słońca, a w dni pogodne dzieci wypatrywały pierwszej gwiazdki. Szczególną dbałość gospodynie wykazywały w przygotowaniu stołu wigilijnego. Wystawiano go na środek izby i nakrywano białym obrusem, pod którym umieszczano warstwę pachnącego siana. Wieczerzę wigilijną rozpoczynano od podzielenia się opłatkiem i złożenia życzeń. Podczas posiłku zachowywano powagę i milczenie. Jedno miejsce lub dodatkową łyżkę pozostawiano dla wędrowca — dziada lub sieroty, pod którego postacią mógł zjawić się Chrystus. Opłatki były białe i kolorowe. Te drugie pozostawiano i po wieczerzy gospodarz wynosił je do obory, aby rozdać krowom i owieczkom. Opłatek rozdawany był przez osobę najstarszą lub gospodarza. Zazwyczaj życzenia ograniczały się do krótkiej formułki brzmiącej: „Daj Boże, żebyśmy za rok doczekali!”. Potrawy wigilijne musiały był postne, a ich ilość zależała od zamożności rodziny. Niemniej każdej z potraw trzeba było choćby spróbować. Tak więc na włościańskim stole z reguły stawiano ich 3, 5 lub 7. Nieparzysta liczba potraw wprowadzała otwartość i dynamiczność, sugerowała zwiększenie zapasów pożywienia i plonów. Natomiast w domach mieszczańskich i dworach szlacheckich było 12 potraw wigilijnych. Dania miały symbolizować liczbę apostołów podczas ostatniej wieczerzy lub liczbę miesięcy w roku. Dawniej starano się, aby potrawy wigilijne robione były ze wszystkich płodów ziemi, żeby nie zabrakło pożywienia przez kolejny rok. Produkty na postne jadło powinny być pozyskane z ogrodu, lasu, pola i wody. Przygotowywano je więc z mąki, kaszy, warzyw, owoców, grzybów i miodu. Na początku XX wieku w mazowieckich chłopskich chatach wśród potraw, które gościły na wigilijnym stole, był barszcz grzybowy na kwasie z kapusty, zupa lub kompot z suszonych owoców, kapusta z grochem lub z fasolą, kluski rwaki formowane w dłoniach, z których wróżono grubość kłosów w przyszłym roku, solony śledź w zupie z mleczem i cebulą jadany z ziemniakami lub chlebem, pierogi z kapustą i grzybami, racuchy i placki sodziaki. W czasie wieczoru wigilijnego nie mogło zabraknąć jabłek i orzechów, które razem z piernikami, ciastkami i kupionymi cukierkami były upominkiem dla dzieci. Po wieczerzy wigilijnej z siana, które znajdowało się pod obrusem, dziewczęta wróżyły sobie dalszy los. Źdźbło zielone przepowiadało szczęście i rychłe zamążpójście, a żółte lub krótkie – nieszczęścia. Zarówno w biednych chłopskich chatach, jak i bogatych dworach szlacheckich, śpiewano kolędy, wspominano poprzednie święta i bliskich, których zabrakło przy stole. W ten sposób skracano czas oczekiwania na pasterkę. Udając się na nią, mężczyźni opasywali się skręconymi ze słomy powrósłami, a po przyjściu do domu okręcali nimi drzewka w sadzie, co miało ustrzec je od chorób, robactwa i mrozu. Pszczelarze po powrocie z pasterki pukaniem w każdy ul oznajmiali pszczołom, że narodził się Chrystus.

 

Świąteczne ucztowanie

Pierwszy dzień świąt spędzano w ścisłym gronie rodzinnym. W tradycji polskiej Boże Narodzenie jest czasem głębokich przeżyć religijnych, ale jest też okresem sprzyjającym ucztowaniu. Nawet w biedniejszych domach na świątecznych stolach musiały być potrawy mięsne. Tego dnia nie wolno było gotować, podgrzewano tylko potrawy przygotowane wcześniej. Na obiad podawano rosół wołowy z kluskami krajanymi. Według wierzeń na pamiątkę narodzin Jezuska wśród wołów. Na zimno spożywano kotlety mielone, kapustę na mięsie, kaszanki, salcesony i mięsa. Drugiego dnia świąt udawano się z wizytami do krewnych i bliskich sąsiadów. Tego też dnia zaczynali chodzić kolędnicy. Składali oni życzenia świąteczne i noworoczne, a nagradzani byli datkami pieniężnymi lub jadłem: wypiekami świątecznymi, kiełbasą, orzechami. Dorosłych częstowano kieliszkiem wódki. Najmłodsi kolędowali z gwiazdą, starsze dzieci wraz z dorosłymi kolędowali z szopką. Te najprostsze sklejone były z kartonu lub zbite z deszczułek. Zdarzały się szopki z postaciami wyrzeźbionymi z drewna, ale były też szopki ruchome. Te ostatnie były duże i posiadały konstrukcje umożliwiające manipulowanie figurkami. Dzięki temu kolędnicy mogli prezentować przedstawienie. Ruchome szopki były szczególnie oczekiwane, ale tylko w bogatszych domach, gdyż chodzący z taką szopką oczekiwali zapłaty w formie pieniężnej. Inną, ale liczną grupą kolędniczą, były „Herody”. Taki też tytuł miało samo przedstawienie. Aktorami byli dorośli kawalerowie, a mogło być ich nawet kilkunastu. Przedstawienie dawano tylko w kilku bogatszych domach, do których odpowiednio wcześniej schodzili się sąsiedzi. Potrzeba było dużej izby, aby mogli się pomieścić zarówno aktorzy, jak i publiczność. Pieniądze, które otrzymywali Herody, zazwyczaj przeznaczone były na jakiś szczytny cel. Treść dotyczyła sądu nad królem Herodem i walki o jego duszę między niebem a piekłem. Jeszcze w okresie międzywojennym 27 grudnia obchodzono trzeci dzień świąt, nazywany Świętem Młodzianków, na pamiątkę niewinnie pomordowanych przez Heroda dzieci. Był to jednak dzień tylko w połowie świąteczny. Niecierpliwie oczekiwano już Nowego Roku.

 

Wystawa w skansenie

W Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu od 10 grudnia do końca lutego prezentowana jest wystawa „Boże Narodzenie na Mazowszu”. Ukazuje najważniejsze obyczaje i obrzędy praktykowane na mazowieckiej wsi na przełomie XIX i XX w. Choinki, snopy zbóż, ozdoby wykonane z opłatka, słomy i kolorowego papieru, stoły i ławy zastawione wigilijnymi potrawami, czy odwiedzające domy barwne grupy kolędnicze – to niepowtarzalny obraz bezpowrotnie minionych, aczkolwiek niezapomnianych czasów.

 

(.Justyna Cieszyńska, Ewa D. Rutkowska, Danuta Krześniak, Robert Rumiński)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%