Zamknij
REKLAMA

Od szczypiorniaka do ubezpieczeń

12.08, 31.03.2022 .
Skomentuj
REKLAMA

 

 

Izabela Lewandowska przez wiele lat grała w piłkę ręczną. Pracowała jako księgowa w jednostkach budżetowych. Jednak uznała, że chce być bardziej niezależna. Otworzyła działalność gospodarczą i pracuje w ubezpieczeniach.

 

Dużo osób kojarzy cię z piłką ręczną. Jak to się zatem stało, że swoją karierę zawodową związałaś nie ze sportem, a z ekonomią?

Faktycznie, w piłkę ręczną grałam już od szkoły podstawowej. Tą pasją zarazili mnie Jerzy Listkowski i nieżyjący już Krzysztof Adamski. MKS Mazur Sierpc tworzyły wtedy drużyny dziewcząt. Może nie byłam wybitną szczypiornistką, ale sport pokochałam do tego stopnia, że planowałam studiować na AWF. Odradził mi ten wybór tata. Przekonał mnie, żebym złożyła dokumenty na ekonomię. Posłuchałam go i nie żałuję.

 

Czy pamiętasz swoją pierwszą pracę?

To był rok 1996. Zdałam maturę. Tata miał swoją firmę związaną z ubezpieczaniami i to u niego stawiałam swoje pierwsze kroki. Po pół roku zostałam zatrudniona w pierwszym przedstawicielstwie Warty, które powstało w Sierpcu. Do 2009 r. byłam związana z tym towarzystwem ubezpieczeniowym, najpierw w Sierpcu, później w Płocku jako kierownik regionalny sprzedaży. W 2009 r. urodził mi się drugi syn, więc poszłam na urlop macierzyński. Później, w związku z reorganizacją Warty, postanowiłam zmienić pracę i przeszłam do Urzędu Miejskiego w Sierpcu, gdzie pracowałam ponad dziesięć lat. Po drodze miałam epizod, kiedy byłam księgową w Szkole Podstawowej nr 3, na zastępstwo.

 

Miałaś coś, co niektórzy określają mianem „ciepłej posadki”. Skąd więc nagle taki zwrot i powrót znów do ubezpieczeń?

Praca w budżetówce ma na pewno dużo plusów. Wypłata na czas, dodatkowe profity w postaci wczasów pod gruszą czy zapomogi socjalnej, wreszcie 26 dni urlopu. Do tego nie mogłam narzekać na ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Ale jednak ciągnęło mnie do czegoś swojego. Uświadomiłam sobie, że ubezpieczenia to jest to, co chcę robić. Pod koniec grudnia 2019 r. podjęłam ostateczną decyzję. Ania, moja młodsza siostra, była takim katalizatorem. To ona mnie zmobilizowała do rozpoczęcia działalności, powiedziała: „weźmy to razem, zacznijmy działać”. No i zaczęłyśmy 1 kwietnia 2020 r.

 

Czy to nie było wtedy, kiedy trwały największe obostrzenia i wszyscy byliśmy zamknięci w domach?

Dokładnie wtedy. 16 marca rząd ogłosił w Polsce pandemię, wszyscy się zamykali, a my się otwierałyśmy. Początki były naprawdę bardzo trudne. Kiedy podejmowałam decyzję w grudniu 2019 r., nikt z nas nie myślał o tym, że pandemia dotrze do Europy i będzie mieć takie skutki. Jak już powiedziało się „a”, trzeba było powiedzieć „b”. Przez pierwsze dwa tygodnie do naszego lokalu weszły tylko dwie osoby, nikt więcej. Nie było klientów, nie było pieniędzy. Na szczęście udało nam się przetrwać i teraz radzimy sobie całkiem nieźle.

 

Co takiego pociąga cię w tej pracy?

Praca w ubezpieczeniach pomogła mi się rozwinąć. To dzięki niej nauczyłam się, że kontakty z ludźmi to naprawdę wspaniała rzecz. Wcześniej byłam raczej nieśmiała, wycofana. A podejmując taką pracę, nie miałam innego wyjścia, musiałam się nauczyć rozmawiać z ludźmi, tak żeby móc zaproponować odpowiednie ubezpieczenie. Teraz powiem, że kontakt z klientem to jest moja ulubiona część tego, co robię.

 

Czy jedynym towarzystwem ubezpieczeniowym, którego ofertę macie, jest Warta?

Nie, współpracujemy z wieloma towarzystwami ubezpieczeniowymi. Jak klient przychodzi, to możemy mu przedstawić ofertę w pełnym zakresie, dzięki czemu może dokonać właściwego dla siebie wyboru. Doradzamy, co jest bardziej korzystne dla niego. Tłumaczymy nie tylko, co może klient zyskać w ramach danego ubezpieczenia, ale też to, czego nie dostanie, żeby miał pełną świadomość i nie czuł się oszukany. Staramy się dopasować ofertę tak, by każdy był zadowolony. Można ubezpieczyć się u nas kompleksowo, od samochodu przez mieszkanie i wyjazd zagraniczny po życie.

 

Jeszcze nie tak dawno wiele osób myślało o ubezpieczeniach jak o złu koniecznym i wykupowało tylko ubezpieczenia obowiązkowe. Czy ten trend się zmienił?

Coraz więcej osób myśli też o przyszłości. Możemy się ubezpieczyć w pełnym zakresie jeśli chodzi o życie. Nie tylko na wypadek śmierci, ale też uszczerbku na zdrowiu spowodowanym złamaniem, zwichnięciem, skręceniem, pobytu w szpitalu. Mamy pakiety z tytułu urodzenia dziecka, pobytu dziecka w szpitalu, zgonu małżonka, rodzica, teściów, pakiet zdrowotny, gdzie ubezpieczamy życie i zdrowie swoje, ale też małżonka, dziecka, są pakiety na wypadek zachorowania na raka. Możemy ubezpieczyć dziecko na dalsze lata, tzw. posagówka, wówczas odkładamy pieniądze na przyszłość pociechy, są pakiety inwestycyjne na emeryturę. Te pieniądze nie podlegają zajęciom komorniczym, nie może na nich położyć ręki państwo. I tylko my lub osoby przez nas upoważnione mogą je odebrać.

 

Czy jest jakaś rzecz, którą ubezpieczałaś i która zapadła ci wyjątkowo w pamięci?

To było zaraz na początku działalności. Przyszedł do nas klient, który chciał ubezpieczyć maszynę leśną. Bardzo rzadko zdarzają się takie ubezpieczenia. Pojazd ten nie podlegał rejestracji, więc nie był zarejestrowany w wydziale komunikacji Starostwa Powiatowego. Trochę trzeba było się pogimnastykować, żeby znaleźć odpowiednią ofertę. Udało się. Klientowi spodobało się nasze podejście i ubezpieczył u nas kolejne składniki swojego majątku. Poleca też nas swoim znajomym. To jest najlepsza reklama.

 

Czy pomagacie też w przypadku, gdy trzeba skorzystać z ubezpieczenia?

Prowadzimy nie tylko sprzedaż ubezpieczeń, ale też usługi posprzedażowe, np. jak klient sprzeda samochód i przyjdzie z umową, to my ją wyślemy dalej, żeby było jasne, że on już nie jest właścicielem pojazdu. Jeśli kończy się ubezpieczenie, to przypominamy o terminach. Pomagamy też przy zgłaszaniu szkód, wyślemy odpowiednie dokumenty, dowiemy się, co dalej z odszkodowaniem.

 

Pracujesz z siostrą, czy da się współpracować z rodziną?

Oczywiście, że się da. Mam wsparcie, pomoc, ale też czasem takie małe kopniaki, że faktycznie warto, że trzeba, że można. Są oczywiście sprzeczki, odmienne zdania, ale to normalne. Dochodzimy do porozumienia. Pomocny jest także tata, który od lat jest agentem ubezpieczeniowym i ma ogromne w tym względzie doświadczenie.

 

A mąż, dzieci?

Dla męża było zaskoczeniem, że podjęłam decyzję o prowadzeniu własnej działalności, ale stwierdził, że skoro tego chcę, to stanie za mną murem i tak się stało. Wspiera mnie on i synowie.

 

Czy masz czas wolny?

Mam. Spędzam go z rodziną, w domu. Oprócz tego jeszcze trochę ćwiczę. Chodzę na crossFit, to praca z trenerem personalnym. Dla mnie stanowi to odskocznię od codzienności, od obowiązków domowych i pracy.

Dziękuję za rozmowę.

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%