Budowa spalarni odpadów niebezpiecznych, ubojni drobiu oraz biogazowni w Puszczy Miejskiej, położonej na pograniczu województw mazowieckiego i kujawsko-pomorskiego, budzi sprzeciw coraz większej liczby osób, w tym mieszkańców gminy Szczutowo.
Spotkanie informacyjne na temat planowanych inwestycji odbyło się z inicjatywy Stowarzyszenia Miłośników Równiny Urszulewskiej. Wiele osób dopiero teraz dowiedziało się o skali przedsięwzięcia, mimo że przygotowania do jego realizacji trwają od kilku lat. Ponad trzystu mieszkańców przybyło do Szkoły Podstawowej w Skudzawach, aby dowiedzieć się, co jeszcze można zrobić, by powstrzymać budowę. Wśród uczestników byli m.in. wójt gminy Szczutowo Aneta Ruszkowska, wójt gminy Skrwilno Dariusz Kolczyński, radni Rady Gminy Szczutowo na czele z przewodniczącym Józefem Topolewskim oraz sołtys Słupi Anna Bieńkowska.
Puszcza Miejska to niewielka wieś w gminie Rypin, położona zaledwie 13 km od Szczutowa. Obecnie działa tam Regionalny Zakład Utylizacji Odpadów Komunalnych. Teraz jednak planowane są kolejne inwestycje: spalarnia odpadów, biofermentownia oraz składowisko odpadów niebezpiecznych.
Wójt gminy Skrwilno Dariusz Kolczyński nie krył swojego niezadowolenia.
Obecnie w rejonie, w którym nie ma przemysłu, planuje się składowanie odpadów pochodzących z odległych terenów uprzemysłowionych. Dlaczego mamy być na to narażeni, nie mając z tego żadnych korzyści? Podatki zostają tam, gdzie odpady są wytwarzane. A my co? Mamy to tolerować, bo inwestor zapewnia, że to bezpieczne? – pytał Kolczyński.
Zwrócił również uwagę, że zakłady tego typu powinny być budowane w przemyślanych lokalizacjach, a nie na terenach dotąd nieskażonych przemysłem.
Nie 1500 metrów od pięknego jeziora, nie 1000 metrów od obszaru rekreacyjnego, nie 1200 metrów od szkoły – podkreślał.
Arkadiusz Marszałek, prezes Stowarzyszenia Miłośników Równiny Urszulewskiej, przedstawił – na podstawie raportów inwestorów – jakie skutki może przynieść budowa tych zakładów. Zwrócił uwagę na duże zapotrzebowanie nowych instalacji na wodę, które przekroczy możliwości rypińskich wodociągów.
Inwestor będzie musiał wiercić kolejne studnie, co wpłynie na poziom wód gruntowych i zbiorników wodnych. Istnieje też ryzyko skażenia terenu – mówił Marszałek.
Podkreślił również, że biofermentownia będzie znacznie większa od tej w Rypinie i będzie przetwarzać resztki odzwierzęce, a nie roślinne. Efektem ubocznym tego procesu jest poferment – odpad, który wydziela intensywny, nieprzyjemny zapach.
Będzie go około 90 tysięcy ton rocznie, czyli 246 ton dziennie. Aby rozrzucić taką ilość pofermentu, potrzeba ponad 3700 hektarów ziemi. Co więcej, nie rozrzuca się go przez cały rok, tylko przed orką, więc przez większość czasu będzie musiał być składowany – wyjaśniał.
Prezes zwrócił uwagę także na zwiększenie liczby ciężarówek, które będą przyjeżdżać do nowych zakładów. Zwiększy się hałas, zanieczyszczenie środowiska i zużycie dróg.
Dodatkowe obawy budzi spalarnia, która ma przetwarzać 24 tysiące ton niebezpiecznych odpadów rocznie. Będą to m.in. odpady zawierające substancje toksyczne, zwierzęta padłe i ubite z chorobami zakaźnymi, odpady agrochemiczne, osady zawierające rtęć oraz odpady zawierające drobnoustroje chorobotwórcze.
Pojawia się również kwestia odprowadzania toksycznych ścieków. Istnieją obawy, że lokalna oczyszczalnia może nie być przygotowana na przyjęcie takiej ilości skażonej wody, co grozi poważnymi konsekwencjami ekologicznymi.
Mimo trudnej sytuacji lokalna społeczność nie zamierza się poddawać. Mieszkańcy liczą, że ich protest doprowadzi do ponownego przeanalizowania decyzji i uwzględnienia ich głosu.
Nie jesteśmy przeciwni rozwojowi, ale chcemy, by był on zrównoważony. Nasza okolica powinna być miejscem turystyki i rekreacji, a nie śmietnikiem Polski – mówi jedna z mieszkanek.
Ludzie wierzą, że jeśli uda się zgromadzić odpowiednie dowody na szkodliwość inwestycji, można będzie doprowadzić do jej wstrzymania. Protestujący liczą także na wsparcie organizacji ekologicznych i mediów.
Społeczność lokalna jasno określa swoje postulaty. Domaga się przeprowadzenia niezależnych ekspertyz środowiskowych, które obiektywnie przeanalizują wpływ inwestycji na zdrowie i ekosystem. Oczekuje również organizacji pełnych konsultacji społecznych, ponieważ decyzje były podejmowane bez ich wiedzy, co narusza zasady demokracji lokalnej.
Mieszkańcy żądają także rezygnacji z budowy zakładów w bliskim sąsiedztwie terenów mieszkalnych i przyrodniczo cennych. Podkreślają, że istnieją inne, mniej uciążliwe lokalizacje, które nie stanowiłyby zagrożenia dla ludzi i środowiska. Apelują również o większą kontrolę nad gospodarowaniem odpadami.
Obecnie mieszkańcy zbierają podpisy pod petycją. Listy dostępne są m.in. w Urzędzie Gminy i u sołtysów.
Podpisy zbieramy także na terenie gminy Szczutowo. Każdy głos ma znaczenie – podkreśla wójt Aneta Ruszkowska.
Walka dopiero się zaczyna. Czy mieszkańcom uda się powstrzymać budowę? To pytanie pozostaje otwarte, ale jedno jest pewne – nie zamierzają się poddać bez walki.
Wójt gminy Rypin dr inż. Janusz Tyburski, który nie był obecny na spotkaniu, udzielił odpowiedzi na pytania redakcji. Włodarz gminy podkreśla, że planowane inwestycje mają na celu rozwój gospodarczy regionu i stworzenie nowych miejsc pracy. Gmina Rypin charakteryzuje się wysokim wskaźnikiem bezrobocia oraz ograniczonymi możliwościami prowadzenia działalności gospodarczej, dlatego nowe zakłady mogą stanowić impuls do wzrostu lokalnej ekonomii. W przypadku zakładu ubojni drobiu zatrudnienie znajdzie co najmniej 150 osób, a docelowo liczba ta może wzrosnąć do 350. Spalarnia odpadów stworzy około 60–70 miejsc pracy, a dodatkowe stanowiska powstaną w firmach świadczących usługi dla nowych zakładów.
To także szansa dla mieszkańców na niższe ceny za odpady komunalne. W miejscach, gdzie funkcjonują spalarnie odpadów, koszty zagospodarowania tych odpadów są dużo niższe, ponieważ składowiska nie muszą ponosić bardzo wysokich opłat środowiskowych za ich składowanie. Wartością dodaną są podatki, dzięki którym gmina będzie mogła rozbudowywać swoją infrastrukturę, aby mieszkańcom żyło się lepiej – stwierdził wójt Janusz Tyburski.
Wójt zapewnia, że wszystkie procedury administracyjne były prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami, a mieszkańcy mieli możliwość udziału w procesie decyzyjnym. Dla każdego z zakładów przeprowadzono ocenę oddziaływania na środowisko, a mieszkańcy byli informowani o kolejnych etapach postępowań administracyjnych poprzez Biuletyny Informacji Publicznej oraz tablice ogłoszeń Urzędu Gminy Rypin i miejscowości Puszcza Miejska, Urzędu Gminy Skrwilno i miejscowości Skudzawy (w przypadku spalarni odpadów), Urzędu Gminy Rogowo i miejscowości Szczerby (w przypadku zakładu CEDROB). W procesach tych uczestniczyło również Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony i Rozwoju Środowiska Naturalnego „Eko-Skrwa”.
W zakresie ochrony środowiska inwestorzy zostali zobowiązani do spełnienia szeregu wymogów, które mają zminimalizować wpływ zakładów na otoczenie. Spalarnia odpadów będzie wyposażona w trójstopniowy system filtracji spalin oraz całodobowy system monitorowania. Ograniczony zostanie również ruch pojazdów do pory dziennej. Zakaz magazynowania i segregacji odpadów na terenie zakładu ma zapobiec potencjalnym zagrożeniom ekologicznym.
Tereny przeznaczone pod inwestycje już w 2010 roku, za czasów poprzedniego wójta, zostały objęte miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i przeznaczone pod zabudowę produkcyjną.
– Planowana budowa zakładu w Puszczy Miejskiej jest spójna z długofalową polityką rozwoju gminy. Lokalizacja pod budowę zakładu termicznego przetwarzania odpadów to wybór inwestora, który zakupił tam grunty i ma zamiar zrealizować tę inwestycję – powiedział wójt Janusz Tyburski.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekstrasierpc.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz